
Scenariusz: David Ayer
Produkcja: Kanada, USA (2016)
Czas trwania: 123 min (2 h 3 min)
Gatunek: akcja
Obsada:
Margot Robbie - Harley Quinn
Will Smith - Deadshot
Cara Delevingne - June Moone/Enchantress
Joel Kinnaman - Rick Flag
Jay Hernandez - Diablo
W kolejnym odcinku komiksowych popisów na ekranie (i jednocześnie na tej stronie), spotykamy się znów z jednym z największych uniwersów posiadających swoją kopalnię superbohaterów: DC Comics. Wzorem konkurencji ("Deadpool"), na pomoc światu wyrusza Legion Samobójców, czyli grupa największych złoczyńców. I być może już tutaj pojawia się moment, w którym można zacząć wątpić w ten film. Patrząc na niezbyt długą, ni zróżnicowaną listę zekranizowanych dotąd komiksów, można zauważyć, że DC dopiero buduje swoje imperium na dużym ekranie i dlatego "Suicide Squad" wydawało się skokiem na głęboką wodę. Jak się później okazało, śmiertelnym. Przedstawianie postaci, które Marvel rozbijał na solowe filmy superheroes od lat, tutaj zachciano rozwiązać w naście ekranowych minut. Wymieszanie ze sobą tylu (anty)bohaterów z subtelnymi wyrywkami z życiorysów sprawiło, że motywy ich działań są kuriozalne lub niezrozumiałe. W końcu dwie godziny to za mało, żeby zrozumieć prawie dziesięć głównych postaci, nadaje się to co najwyżej na efekciarską gratkę. Jak się znowu okazuje, nie dostaliśmy nawet tyle.
Trailery obfitowały w dynamiczne pościgi, strzelaniny i komiksowo-neonową oprawę. "Legion samobójców" okazuje się być filmem mocno przegadanym i przechodzonym, gdzie chęć pokazania nowych bohaterów i sprawienia, aby widz ich polubił, przewyższa istotę tego filmu, czyli fabułę. Wróg potraktowany jest jak nieważny epizod, a dynamiki nie ma tu ani przy ruchu kamery, ani w tempie akcji. Największy zawód sprawia jednak niewielkie użycie tych ulicznych, komiksowych, neonowych wzorów, które widać na plakacie i w zwiastunie. Dzięki nim film mógłby nabrać oryginalnej stylistyki, która mogła podkręcić choćby wizualne wrażenia podczas seansu "Legionu samobójców". Problemem jest też źle dobrany soundtrack, na którym wybrzmiewa zarówno Skrillex, Kanye West, jak i AC/DC, Black Sabbath oraz Stonesi. Znane hity zamiast dodawać stylu scenom, tylko je pogrążają. Tak, jak i w zwiastunie dumnie wybrzmiewało, ale kompletnie nie współgrało z konceptem "Bohemian Rhapsody", tak prezentuje się cały film. Kolejne hity brzmią jak losowo wybrane pozycje z komputerowego odtwarzacza i nijak mają się do tego, co widać na ekranie.
DC Comics próbowało zbudować uniwersum nie tylko na przekór tradycyjnym metodom, ale i na przekór własnym pomysłom, dlatego niemożliwy do zrealizowania eksperyment Ayera nie wypalił. Choć była to jedna z najbardziej wyczekiwanych premier roku i miała okazać się hitem lata, nie spełniła swojego zadania. Z bezlitosnego chaosu fabularnego, nieudanego efekciarstwa i pogłębiającej się nudy nie udało mi się wynieść zbyt wiele. Może po kolejnej z rzędu ("Batman v Superman") porażce, panowie w garniturach z DC Comics zdadzą sobie sprawę, że kilka ostrych słówek i luźna atmosfera podszyta mrocznymi kadrami, to za mało na budowanie solidnego imperium. Czas na zmiany, póki nie jest jeszcze za późno.
Ja byłam bardzo ciekawa tego filmu, ale te negatywne recenzje zewsząd skutecznie mnie odstraszają. Za to wczoraj obejrzałam Deadpoola i choć do kina bym na niego nie poszła, to uważam go za całkiem zgrabny twór :)
OdpowiedzUsuńTeż czekałam na SS, ale się zawiodłam, o czym wyżej napomknęłam w kilku zdaniach. :) Do "Deadpoola" nie dałam załącznika, ale też wspomniałam kilka rzeczy, które jednak nie bardzo mi się spodobały.
UsuńPozdrowienia ślę! :D